Tytułem wstępu


Na początku jest najłatwiej
Gdy się w pełni sił i wiary
Byka chwyta się za rogi
Z życiem bierze się za bary

Potem jest niestety trudniej
Siły mniejsze, marna wiara
Już się nie gna tak do przodu
Wciąż się jednak człowiek stara

Jak to dalej będzie nie wiem?
Jestem gdzieś w połowie drogi
Jeszcze chce mi się wędrować
Lecz już trochę bolą nogi

Piotr Gutkowski


czwartek, 29 marca 2012

Kras na Śląsku

foto: własne
      Od dłuższego już czasu zastanawia mnie fakt występowania zjawisk krasowych w miejscach ogólnie mówiąc nie krasowych. Tzn. takich, w których dla zwykłego amatora nie ma gołym okiem dostępnych wapieni czy gipsów. Takie miejsca w Polsce, jak Jura, Tatry Zachodnie (nie całe), Dolina Nidy, czy Rejon Świetokrzyski to "oczywista oczywistość" i skały krasowiejące widać tam gołym okiem, ale są i inne, gdzie trzeba się już bardziej postarać. Jednym z takich miejsc jest rejon Rogoźnika, miejscowości leżącej w Zagłębiu Dąbrowskim, a okolicznym mieszkańcom znany głównie z dwóch zbiorników, nad którymi w letnie miesiące urządzają sobie od lat piwno-grilowe imprezy. Przyznam, że i ja znałem
foto: własne
to miejsce głównie z faktu grilowania i byczenia się nad wodą w latach młodzieńczych. Jednak to się zmieniło, odkąd zacząłem bardziej intensywnie jeździć na rowerze, szukałem coraz to nowych terenów na wyjazdy, WPKiW był już dla mnie za mały i za ciasny. Padło więc na Wojkowice, następnie Rogoźnik, Pyrzowice i wszelkie okoliczne miasta i wsie. Teren ciekawy, urozmaicony, z gęstą siecią dróg o niewielkim nasileniu ruchu. Po prostu idealny na rowerowe wycieczki, nawet po pracy. Jest na tyle blisko, że wyjeżdżając ok. 16 można jeszcze do zmroku zaliczyć na prawdę ciekawy wyjazd. Szwendam się po okolicy już ładnych parę lat i zaglądam w coraz to bardziej niedostępne rejony, niedostępne przynajmniej w teorii, gdyż nie widać ich bezpośrednio z drogi, a nieraz trzeba trochę głębiej w chaszcze zajrzeć, żeby do nich dotrzeć.
      W ostatnim wpisie wspomniałem o Kamieniołomie Rogoźnickim i Jaskini Żydowskiej. Oba te "twory", są ścisłym dowodem na występowania w okolicy sporej ilości wapienia. Głównie występują on tutaj we wzniesieniach Buczyna i Dębowa, w której owe atrakcje się znajdują. Wapień tutaj występujący to wapień triasu środkowego - tzw. muszlowy, a więc starszy od tego obecnego na Jurze. Liczne leje krasowe i kilka niewielkich jaskiń czy próżni świadczą o tym, że góry te wewnątrz są w wielu miejscach puste i przy odpowiednich chęciach i możliwościach technicznych na pewno sporo jaskiń jest tutaj jeszcze do odkrycia. Ja jednak póki co, staram się dowiedzieć jak najwięcej o obiektach już odnalezionych, w związku z tym czekam mnie jeszcze sporo wycieczek w tamte okolice.
foto: własne
     Ostatnia z nich miała przybliżyć mi dolny łom rogoźnickiego kamieniołomu i uaktualnić informacje na temat zasypanej jaskini Pod Wiszarem. Wybrałem się więc w towarzystwie Doroty i Adriana na rekonesans. Dzięki namiarom GPS (o ile są prawidłowe), udało nam się dotrzeć bezpośrednio w okolice występowania otworu jaskini. Niestety, mimo przeszukania terenu nie znaleźliśmy go, ściany kamieniołomu w tym miejscu są dosyć połogie, ok. 35-40 stopni i składają się głównie z sypkiego gruzu wapiennego. W związku z tym, jeżeli nawet otwór był tam gdzieś w ścianie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż jest on przysypany. Mimo wszystko nie rozwiązuje to wszystkich wątpliwości, a ciekawych miejsc do sprawdzenia, jest jeszcze sporo i na pewno tam wrócimy. W końcu, co innego mamy do roboty...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz