Tytułem wstępu


Na początku jest najłatwiej
Gdy się w pełni sił i wiary
Byka chwyta się za rogi
Z życiem bierze się za bary

Potem jest niestety trudniej
Siły mniejsze, marna wiara
Już się nie gna tak do przodu
Wciąż się jednak człowiek stara

Jak to dalej będzie nie wiem?
Jestem gdzieś w połowie drogi
Jeszcze chce mi się wędrować
Lecz już trochę bolą nogi

Piotr Gutkowski


piątek, 18 maja 2012

Długi weekend majowy po raz pierwszy!

foto: własne
      W Polsce jest fajnie. Co prawda nie pod każdym względem i nie dla każdego, ale dla osób które lubią podróżować, wyjeżdżać poza miasto lub po prostu pobyczyć się na ogródku - jest fajnie. Przynajmniej ja tak uważam. Powodów jest sporo, nie będę ich tu wszystkich wymieniał, podam tylko jeden - długie weekendy. Mamy ich w roku kilka, co daje całkiem sporo możliwości na realizację swoich pasji, nie uszczuplając za bardzo ilości płatnych dni urlopu. No bo  "Długi Weekend Trzech Króli", "Długi Weekend Majowy", "Długi Weekend Bożociałowy", a nawet "Długi Weekend na Wszystkich Świętych", to dla wielu doskonała okazja aby uciec jak najdalej od miejsca stałego pobytu.
foto: własne
      W tym roku jest wyjątkowo dobrze, o ile "Długi Weekend Bożociałowy" zawsze trwa 4 dni, tak ten w maju, akurat teraz ma dni wolnych aż 9. Co prawda nie do końca, bo przecież trzeba wziąć 3 dni urlopu no i nie każdy może sobie na to pozwolić. Ale ja akurat mogę. I to chyba ostatni raz, więc tym bardziej postanowiłem z tej możliwości skorzystać. Z racji tego iż 9 dni to za dużo, aby "przesiedzieć" w jednym rejonie, postanowiłem podzielić tak długi czas wolny na dwa etapy. Na miejsce pierwszego wybrałem Jurę Krakowsko-Wieluńską. To fajne miejsce, w sumie to chyba moje ulubione i mimo iż bywam tam bardzo często nadal mi się nie nudzi, poza tym jest sporo okolic gdzie mnie jeszcze nie było, więc jest co robić na wiele lat. Lubię tam wracać, nawet w miejsca dobrze znane. W każdym przypadku Jura jest ok. W tym roku postanowiłem zaliczyć kilka jurajskich imprez i jeszcze zrobić coś nowego. I muszę przyznać, że się udało. Ale po kolei.
       Ostrężnik to niewielka osada, administracyjnie jest przysiółkiem Trzebniowa, ale z racji tego, iż do tego ostatniego samochodem trzeba jechać na około, bardziej kojarzony jest ze Złotym Potokiem. Nie wiem czy to dobrze, czy nie, w każdym razie ten rejon jest jednym z moich ulubionych w tej części Jury. Teren pomiędzy Złotym Potokiem, a Żarkami obfituje w sporo atrakcji turystycznych, na szczęście niedzielni turyści znają tylko te najbardziej rozreklamowane, jak Rezerwat Parkowe, czy Źródła Zygmunta i Elżbiety. Ja za to lubuję się w innych, ulubionym miejscem jest wzgórze o niewiele mówiącej nazwie Jelnica. Jeśli dodam, że to na nim znajduje się jaskinia Wiercica, a zaraz obok Wierna, to już niektórym nieco rozjaśni się w głowie. W każdym razie to w tym miejscu, co roku odbywa się kilka imprez speleologicznych, podczas których obie wymienione wcześniej jaskinie są udostępnianie wszystkim śmiałkom, którzy nie boją się schodzić pod ziemię. Tak się akurat złożyło, że Biwak Pod Wiercicą, bo tak się nazywa jedna z imprez,
foto: własne
w tym roku odbył się w dniach 28-29 kwietnia, co można było śmiało podciągnąć pod długi weekend. Była wiec to obowiązkowa impreza do zaliczenia, z czym też nie było żadnych problemów. Na miejsce przybyłem wraz z ekipą w sobotę popołudniu, dzień wcześniej spędzając na otwarciu majówki KKSu w Piasecznie, gdzie planowaliśmy jeszcze wrócić. Sobotni wieczór spędziłem na odwiedzeniu wraz z kursantami jaskini Wiercicy, w planach była jeszcze Wierna, ale z powodu zatoru na wejściu, byliśmy zmuszeni z niej zrezygnować, przynajmniej tego dnia. Osobiście zbytnio nie żałowałem, tym bardziej, że chciałem się już rozgościć przy ognisku, ale kursantów to mi trochę szkoda, w końcu to kawał świetnej jaskini, w dodatku na co dzień zamkniętej, ale my tam jeszcze wrócimy! Wieczorne ognisko i impreza integracyjna były świetne. Jak zwykle ekipa dopisała, SpeleoMyszków stanął na wysokości zadania tak, że nawet pogodę mieli załatwioną. Po prostu bomba. Nazajutrz udałem się jeszcze do Wiernej, ale tym razem w niewielkiej, 6-osobowej grupie (część to kursanci z TKTJ). W jaskini było niemal pusto, ekipa sprawna, wiec postanowiłem zrealizować kolejny z planów - odwiedzić te partie jaskini, w których jeszcze nie byłem. Przyznam, że zabawa była świetna i warto było się w nią pchać. Niestety musieliśmy wyjść na powierzchnię do 13, dlatego jest jeszcze kilka miejsc, których nie zobaczyliśmy, ale to dobrze, będzie po co wracać. Po tak udanym zwiedzaniu na cel wzięliśmy sobie nową jaskinie. Nową dla nas, gdyż ogólnie znana jest od kilkudziesięciu lat, a chodzi o Trzebniowską. Jaskinia mimo, iż ma gigantyczny otwór (jak na jaskinie jurajską), to jej odnalezienie graniczy z cudem. Mimo namiarów GPS i wsparcia w postaci lokalsów, udało nam się zlokalizować otwór dopiero po prawie 2 godzinach szukania i to w momencie, w którym nasze wsparcie poszło po wsparcie kolejne, gdyż sami nie mogli wiele zdziałać. Jaskinia jest ładna, a dzięki temu, że mało kto się tam zapuszcza, jest jeszcze co oglądać. Fajnie. Po tym sukcesie pozostało nam już tylko wrócić na majówkę do Piaseczna i zrelaksować się przy zimnym piwku, co też niezwłocznie uczyniliśmy. Tutaj przyda się mała dygresja, mianowicie majówka organizowana przez nasz klub w Piasecznie na jednej
foto: własne
z leśnych polan ma już chyba z kilkadziesiąt lat tradycji. Ja nigdy wcześniej w niej nie uczestniczyłem, gdyż szkoda mi było majowego weekendu, aby pojechać w miejsce, w które mam godzinę drogi i gdzie mogę pojechać w każdy inny weekend. Zazwyczaj wybierałem więc wyjazdy w odleglejsze i bardziej górski rejony. Ale tym razem, ze względu na ilość wolnego czasu, udało się pogodzić obie atrakcje.
      Tak więc KKSowa impreza majówkowa została przez mnie zaliczona i przyznam, iż nie żałuję ani jednej chwili tam spędzonej, w dodatku w tym samym czasie i miejscu swoją bazę mieli nasi kursanci, więc mogłem też co nieco pomóc w obsłudze kursu, a i sam też sporo sobie poprzypominać, jak też nauczyć kilku nowych rzeczy. Więc był i Okiennik Wielki, była jaskinia Wielkanocna, było autoratownictwo w Morsku (w tym akurat nie wziąłem czynnego udziału ze względu na lenistwo), jak też sporo atrakcji ogniskowo-imprezowych. Ludzie dopisali, imprezy się udały, pogoda dała radę, więc integracja zakończyła się wielkim sukcesem. Oby za rok też było mi dane bawić się w tak doborowym towarzystwie. Pierwsza część Długiego Weekendu Majowego udana i zakończona mega pozytywnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz