Tytułem wstępu


Na początku jest najłatwiej
Gdy się w pełni sił i wiary
Byka chwyta się za rogi
Z życiem bierze się za bary

Potem jest niestety trudniej
Siły mniejsze, marna wiara
Już się nie gna tak do przodu
Wciąż się jednak człowiek stara

Jak to dalej będzie nie wiem?
Jestem gdzieś w połowie drogi
Jeszcze chce mi się wędrować
Lecz już trochę bolą nogi

Piotr Gutkowski


sobota, 7 kwietnia 2012

Bieganie czas zacząć!



foto: własne
foto: własne

      Nigdy nie lubiłem biegać. Wydawało mi się to nudne. Co prawda w szkole podstawowej brałem parę razy udział w jakichś zawodach i nawet jakoś nie najgorzej mi szło, ale jednak nigdy nie darzyłem tej aktywności wielką miłością. Później o bieganiu zapomniałem całkowicie, przypomniałem sobie o nim dopiero gdy rozpocząłem moją przygodę z górami. Z zazdrością patrzyłem na tych silniejszych ode mnie, którzy z wielką łatwością mijali mnie na szlaku i myślałem sobie wtedy, że jedynym sposobem aby ich dogonić jest codziennie bieganie. I to jakichś gigantycznych dystansów. Mimo to, nie zmusiłem się wtedy do biegania. Okazało się, że systematyczne wyjazdy w góry i maszerowanie z ciężkim plecakiem przez kilkanaście kilometrów, wystarcza aby podnieść wytrzymałość i znacznie zwiększyć kondycję. Było dobrze, nawet bardzo. Odrzuciłem pomysł z bieganiem dużo szybciej, niż na niego wpadłem i byłem z siebie dumny. No nie z wszystkiego, ale przynajmniej z kondycji.
      Tak się jednak zdarza, że czas leci, a razem z nim zmienia się nasze życie: obowiązki, możliwości, ilość wolnego czasu, przemiana materii i takie tam. I mimo najszczerszych chęci nie da się nad tym wszystkim panować i utrzymać tego na jednym i tym samym poziomie. Przemiana materii zazwyczaj spada z wiekiem, czasu na przyjemności (czyt. góry), coraz mniej, wyjazdy trochę bardziej nastawione na wygodę, pociąg i rower - coraz częściej zamieniany na samochód, itp. itd. To wszystko razem sprawiło, że moja kondycja spadła, a ten plecak z przodu, którego za nic nie mogę zdjąć, powiększał się z miesiąca na miesiąc. Oczywiście tragedii nie było i nie ma, ale staczać się powoli zacząłem - przynajmniej jeśli chodzi i kondycję i wagę - w tym złym kierunku.
foto: własne
      Już zeszłej zimy, gdy mrozy całkowicie uniemożliwiły mi treningi rowerowe (odmrożonymi stopami ciężko się pedałuje - sprawdziłem!), postanowiłem w zamian pobiegać po WPKiW. Miejsce, które latem odstrasza wielką ilością ludzi, zimą zazwyczaj jest puste, a białe drogi, mimo wczesnego zmroku, pozwalają na przyjemne i wcale nie niebezpieczne treningi. Wtedy to mi się podobało, pusty park, tylko ja ze znajomym. Wszystko pokryte białym puchem, przyjemnie i dla duszy i dla ciała. Biegałem w miarę systematycznie, po ok. 6 km., dołączając do tego różne ćwiczenia. Było fajnie. Jednak wiosna przyszła niespodziewanie, a wraz z nią możliwość przyjemniejszej jazdy na rowerze. Znowu o bieganiu zapomniałem na długie miesiące. Ale zima powróciła. Śniegu napadało sporo, mrozy chwyciły solidne. Rower poszedł w odstawkę. W górach warunki ciężkie i choć kilka porządnych wyjazdów doszło do skutku, to plecak nadal rósł. Kondycja też jakby spadła. Nadszedł czas na męską decyzję - bieganie czas rozpocząć! Muszę przyznać, że to nie do końca  męska decyzja, gdyż moja druga połówka nieco pomogła mi ją podjąć, ale w końcu się udało. "Najpierw powoli, jak żółw - ociężale...", ruszyliśmy do parku, trochę ospale. Jednak z dnia na dzień lepiej już było i w końcu  kilka kilometrów dystansu się zrobiło... Teraz staramy się biegać systematycznie, o ile oczywiście obowiązki pozwalają. Nasza trasa liczy na ten czas 3,6 km. Wystarczająco dla początkującego. A efekty? My je widzimy i odczuwamy, a to chyba najważniejsze. No i nadal nam się chce.
      Podsumowując: bieganie nie stało się moim ulubionym sportem, jest kilka przed nim, jednak uważam, że to doskonałe uzupełnienie innych aktywności. Na plus na pewno przemawia fakt, iż do biegania nie potrzeba ani drogiego sprzętu, ani specjalnego miejsca, ani dużo wolnego czasu. 20-30 minut co drugi dzień w tygodniu, już daje sporo frajdy i efektów, co w przypadku zwykle napiętego harmonogramu tygodnia jest niezwykle atrakcyjne. Szczerze polecam każdemu!


2 komentarze:

  1. "Z zazdrością patrzyłem na tych silniejszych ode mnie, którzy z wielką łatwością mijali mnie na szlaku i myślałem sobie wtedy, że jedynym sposobem aby ich dogonić jest codziennie bieganie.

    Taaaa jasne! :-) Zawsze byłeś na przedzie i poganiałeś fotografujących leniuchów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, masz rację, czasem mi się to zdarzało, ale teraz miło wspominam tamte czasy, szczególnie oglądając stare zdjęcia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń