 |
| foto: własne |
Co roku z okazji moich urodzin, organizuję niewielką imprezę wyjazdową. Pierwszy raz odbyła się ona w Beskidzie Małym u Staszka na Gibasach, a następne już zawsze na Jurze z noclegiem w Mirowie. W tym roku postanowiłem zmienić lokalizację, nie jakoś drastycznie, bo na Dolinki Podkrakowskie, ale jednak. Wyjazd rozpoczęliśmy od wspólnego posiłku w Olkuszu. Stamtąd 3 samochodami pojechaliśmy w stronę Pieskowej Skały. Przejazd Doliną Prądnika nawet z samochodu dostarcza niezłych wrażeń dla oka. Dlatego spokojnie podążaliśmy drogą w kierunku Ojcowa. Miejscowość ta o tej porze roku jest pełna turystów, ale trudno, jakoś trzeba to było przeboleć. Samochody zostawiliśmy w okolicach Kapliczki na Wodzie, dzięki temu zaoszczędziliśmy na parkingu, który tutaj zawsze w sezonie jest płatny. Poza tym kapliczka to atrakcja sama w sobie. Po obfotografowaniu jej, spacerkiem udaliśmy się w dół doliny. Mijając przepiękne ostańce wapienne dotarliśmy spacerkiem do Bramy Krakowskiej. Po zaczerpnięciu ze Źródła Miłości, spokojnie pomaszerowaliśmy w górę, w stronę Jaskini Łokietka. Jest to grota turystyczna, jak pewnie wszyscy wiedzą, jednak przyznam, że ostatni raz byłem w niej w szkole podstawowej, gdy jeszcze mało rozumiałem zjawiska krasowe, więc i niewiele pamiętam z tamtego wypadu. Tym razem chciałem posłuchać przewodnika i z większą świadomością zobaczyć co i jak. Udało nam się trafić na bardzo miłego Pana, a poza tym nasza grupa nie była zbyt liczna. Spokojnym krokiem zwiedziliśmy cała jaskinię. Może nie jest ona jakoś szczególnie bogata w szatę naciekową, jednak polecam ją każdemu, kto rozpoczyna swoją wędrówkę po świecie podziemi.
 |
| foto: własne
|
Po zwiedzeniu jaskini, jak i samej doliny, postanowiliśmy się posilić w Piwnicy pod Nietoperzem. Karczma ta zazwyczaj jest pełna, ale na Pstrąga a' la Nietoperz warto poczekać. Generalnie jedzenie jest tutaj bardzo dobre, ale akurat ta pozycja jest wg. mnie (i nie tylko), wyśmienita. Polecam każdemu. Po posiłku udaliśmy się w kierunku kolejnej turystycznej groty, a mianowicie Jaskini Nietoperzowej. Atrakcja ta leży w gminie Jerzmanowice-Przeginia, w górnej części Doliny Będkowskiej. Jest ona dobrze znana archeologom, gdyż to właśnie tutaj znaleziono ponad 4000 kłów niedźwiedzi, które zostały tam sprowadzone przez Homo Sapiens, który przed 38 000 lat polował na te drapieżniki. W trakcie wykopalisk natrafiono tam również na fragmenty glinianych naczyń , narzędzi kamiennych i krzemiennych oraz kości pozostawionych przez ludzi, którzy zamieszkiwali jaskinię w następnych epokach. Poza prehistoryczną przeszłością jaskini, ciekawa jest również jej historia najnowsza, gdyż to właśnie tutaj nakręcono sceny do filmu "Legenda o Świętym Mikołaju" w 1995 roku oraz do "Ogniem i Mieczem" w roku 1997.
 |
| foto: własne
|
Z jaskini udaliśmy się prosto na miejsce biwakowe. Pole namiotowe obok schroniska Brandysówka, to bardzo popularne miejsce wśród wspinaczy i nie tylko ich. Okolica przepiękna, dojazd bezproblemowy, a przy tym cisza i względny spokój dodają temu miejscu sporo atrakcji. Dodatkowo skała Sokolica z najdłuższymi na Jurze drogami wspinaczkowymi oraz liczne jaskinie powodują, że nie sposób się tutaj nudzić. Wieczorem pozostało już tylko ognisko i impreza przy nim, która była bardzo udana. Swojskie wyroby skusiły wielu, co niestety skutkowało nieraz problemami motorycznymi., aczkolwiek nikt nie narzekał. Tego dnia też nasza reprezentacja ostatecznie pożegnała się z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej przegrywając z Czechami 1:0. Nazajutrz postanowiliśmy odwiedzić jaskinię Małotową. Jaskinia ta powiększyła się od naszej ostatniej wizyty tutaj. Głównie z powodu wykopania piasku, który w niektórych korytarzach zalega aż po strop. Zwiedzanie nie nastręcza trudności, aczkolwiek obowiązkowo należy zapatrzyć się w liny i sprzęt zjazdowy, gdyż do pokonania są dwie kilkumetrowe studzienki. Następnie udaliśmy się do źródła Będkówki, gdzie trochę się ochłodziliśmy. Odwiedziliśmy jeszcze skałę od dumnej nazwie Dupa Słonia, znajdującą się w bocznej odnodze doliny. W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o zalany kamieniołom w Trzebini, tzw. Balaton, gdzie zażyliśmy odświeżającej kąpieli, stamtąd rozjechaliśmy się do domów.
Wyjazd jak co roku udany, pogoda dopisała, ekipa również, Jura jak zwykle pokazała nam sporo atrakcji. Dzięki wszystkim za przybycie i miłe towarzystwo, na przyszły rok szykuję coś specjalnego :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz